statystyka

poniedziałek, 30 czerwca 2008

Za nami ponad 3 tygodnie wspaniałej piłki, czasem nudnawej, ale i tak był to jeden z najlepszych turniejów ostatnich lat (wliczając mundiale), tylko 2 mecze zakończyły się bezbramkowymi remisami, nie obyło się bez mini skandali (szczególnie w Polsce), ale całe mistrzostwa można śmiało uznać za bardzo udane i wreszcie wygrał zespół, który w pełni zasługiwał na zwycięstwo.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju podziały i statystyki dlatego teraz też nie może się bez nich obyć, postanowiłem ustanowić moją własną klasyfikację drużyn, które zagrały na Euro. 

Miejsce 1. Hiszpania

Bezapelacyjnie najlepszy zespół na mistrzostwach, równa gra we wszystkich meczach, świetna gra całego zespołu od zawsze niezawdonego Ikera Casillasa, przez linie defensywną i linie pomocy po świetnych napastników. Całkowicie zasłużony sukces Hiszpanów. Co tu więcej pisać: E viva Espania!!

Miejsce 2. Turcja

Tak jest, waleczna i zarazem nierozważna drużyna, bramki traciła chyba tylko po to by trzymać wsztkich w napięciu do ostatniej sekundy meczu, w której to ratowała widowisko. Gdyby nie Recber Rustu oraz plaga kontuzji jaka nawiedzila Turkow tuz przed polfinalowym spotkaniem z Niemcami, to kto wie czy dziś kibicowałbym Hiszpanom czy nieprzewidywalnym Turkom.

Miejsce 3. Niemcy

Mieli najsłabszą (podobno) kadre w historii, mieli najsłabszego bramkarza od 30 lat, 2 pachołki zamiast środkowych obrońców, a mimo to potrafili dotrzeć do finału, gdzie dopiero finezyjna gra hiszpanów potrafiła ukazać wszystkie wady tego zespołu, a były i momeny, w których to Niemcy pokazywali świetną grę.

Miejsce 4. Rosja

Największe zaskoczenie (obok Turków), kto mógł się spodziewać, ze drużyna, która przegrywa mecz otwarcia aż 1-4 może sie podnieść i zmieść z boiska silnych Szwedów i fantastycznie grających na tych ME Holendrów. Andriej Arszawin popisał się świetnymi 210 minutami, których nikt mu nie odbierze, niestety 90 minut z Hiszpanami też nikt mu nie wymarze z życiorysu, a były to chyba najsłabsze 90 minut Rosjan na tych Mistrzostwach (lepiej prezentowali się nawet w pierwszym meczu przegranym w grupie. Mimo wszystko brawa dla dla Rosjan i ich trenera (chyba zatrudniliśmy nie tego Holendra...:P)

Miejsce 5.Holandia

Mimo słabej postawy w ćwierćfinale ich gra mogła się podobać, ba po meczach grupowych opadła mi kopara i zastanawiałem się tylko ile bramek Holendrzy nastrzelają bramek Rosjanom, na szczęście piłka nożna jest sportem nieprzewidywalnym i fantastyczny pochód Oranje po tytuł mistrzowski został stosunkowo szybko powstrzymany, a szkoda bo grali piękną piłkę, niestety błędy trenera Van Bastena, który nie potrafił odpowiednio zareagować na to co dzieje się na boisku, doprowadziły do przedwczesnego powrotu do domu Holendrów.

Miejsce 6. Rumunia

W tym szaleństwie jest metoda, zagrali jak równy z równym ze słabą Francją, później byli o krok od zwycięstwa z Włochami, niestety nie strzelony karny zmienił wszystko i odpadli już po rundzie grupowej. Chociaż po cichu liczyłem, że to oni wyjdą z grupy śmierci i utrą nosa butnym Francuzom i zarozumiałym Włochom, jednym się udało, niestety Włosi okazali się minimalnie lepsi, choć sportowo byli drużyną słabszą od Rumunów.

Miejsce 7. Chorwacja

Mieli walczyć z nami o awans, a grali z nami o pietruszkę. Grupę przeszli jak burza, ograli Niemców, niestety rozprężenie i brak konsekwencji kosztowało ich bardzo drogo, bramka na 1-1 w ćwiercfinale tak naprawdę była już bramką zwycięską. Po tym trafieniu załamali się wszsycy Chorwaci, zapominając tym samym, że przed nimi element meczu, w którym wiara we własne umiejętności jest kluczowa - rzuty karne - po 120 min. moża było łatwo przewidzieć, że to Turcy zagrają w półfinale a nie zrezygnowani Chorwaci.

Miejsce 8. Portugalia

Wywalczyła sobie awans już po 2 meczach, przegrali planowo z gospodarzami w 3 meczu i nieplanowo w ćwiercifnale z Niemcami. Tak naprawde zagrali słaby turniej, C. Ronaldo zamiast się promować grał jak w Chorzowie, przy stałych fragmentach Portugalczycy gubili się niczym dzieci we mgle (najlepiej widać to w meczu z Niemacami). Bardzo przeciętny występ, na plus oczywiście wyjście z grupy, ale dla Portugalyczków to żadne osiągnięcie a jedynie plan minimum.

niedziela, 01 czerwca 2008

Selekcja zawodników może dziwić tylko w jednym punkcie, ten punkt nazywa się Michał Pazdan. Zawodnik, którego przydatność do tej kadry oceniłbym (w skali od 1-10) na -1, jedzie na Euro kosztem innego ambitnego zawodnika młodego pokolenia, Radosława Majewskiego. Do tej pory nie wiem co takiego specjalnego widzi w Pazdanie trener Beenhakker i nie będę próbował dociekać jakimi scieżkami wędrowały myśli selekcjonera przed "wymyśleniem" tegoż zawodnika, ponieważ zapewne zgubiłbym się i to szybko. Pazdan jedzie i tyle, głównie pozwiedzać Klagenfurt czy Wiedeń, ale na Euro pojedzie, tak jak Sibik na MŚ 2002 czy Giza 4 lata pozniej, jak widać w tym aspekcie Beenhakker niczym nie różni się od swoich poprzedników, a mimo to nikt nie próbuje mieszać go z błotem na pierwszych stronach gazet.

Trener nie zabrał na Euro Matusiaka (całkiem słusznie, totalny brak formy) i Bronowickiego (w połowie słusznie, chociaż na 30 min. z Niemcami mógłby się przydać), ale nikt nie zwraca uwagi na fakt, że poza Wawrzyniakiem w kadrze nie ma żadnego rasowego lewego obrońcy i za to należy skrytykowąc trenera Beenhakkera, moim zdaniem powinien przyjżeć się dokładniej takim piłkarzom jak Gancarczyk czy Zieńczuk (chociaż nominalny pomocnik, na lewej obronie też skuteczny). A tak pozostaje nam ostatnia nadzieja białych, czyli najbardziej uniwersalny z uniwersalnych Michał Żewłakow, którego wszechstronność jest chyba największą zmorą, najchętniej Leo wystawiłby 4 takich Żewłakowów na wszystkich możliwych pozycjach w obronie, ale niestety, klonowanie jest (jeszcze) zabronione.

Roger pokazał pare ładnych zagrań i podań, o których Garguła mógłby tylko pomarzyć, ale jeżeli nie będzie potrafił zawalczyć o piłki, tylko nadal będzie odstawiał noge, to nie wróże mu przyszłości na Euro, musi chłopak zmężnieć inaczej będzie z nim krucho.

I ostatnia sprawa, casus Smolarka, przy obecnej nie ma miejsca na boisku dla tria Smolarek-Żurawski-Roger, gdyby jednak zrezygnować z jednego defensywnego pomocnika udałoby się pomieścić całą trójcę w jednym składzie, powstanie tylko pytanie, czy polska defensywa nie będzie wówczas zbyt uboga i dziurawa niczym ser szwarjcarski. Forsując swoją taktykę Beenhakker zmuszony jest odebrać jeden z naszych atutów, mamy 5 zawodników i 4 pozycje, na prawym skrzydle raczej na pewno zagra Błaszczykowski, a reszta to już jest wielka niewiadoma. Wystawiając Smolarka na skrzydle, nie dość, że nie ma miejsca na boisku dla Krzynówka, to w dodatku pozbawiamy się w ogóle ataku lewym skrzydłem, gdyż Smolarek, prawie zawsze schodzi do środka grając u boku Żurawskiego II napastnika, tak więc, albo selekcjoner zmieni taktykę, albo ktoś z wymienionej wyżej 3 + Krzynówek zasiądzie na ławce, a będzie to duża strata dla kadry. 

 

A teraz bawimy się w małego selekcjonera, mój skład na Niemcy (zgodnie z taktyką 1-4-2-3-1)

Bramka: Boruc (Kuszczak)

Obrona: (od prawej): Wasilewski, Bąk, Żewłakow, Wawrzyniak

Pomoc: Błaszczykowski, Lewandowski, Dudka, Krzynówek

Atak: Żurawski (of. pomocnik), Smolarek.

 

piątek, 18 kwietnia 2008

Roger polakiem Jak to dziś wszystko śmiesznie wyglądało...Prezydent trzymający się sztywno reguł musiał zwracać się w ten oficjalny sposób do naszego [przyszłego] kadrowicza, ten dając koszulkę prezydentowi zapewnił kanałowi "N' ogólnopolską reklame za darmo, w dodatku trwało to tak długo, że nawet nie zdążyłem zrobić sobie "Dania w 5 minut"...

A teraz przejdę do analizy tego co musi nastąpić po sądnym dniu, w którym  nastała największa katastrofa lub błogosławieństwo kadry Beenhakkera...

- Roger na Euro pojedzie, skoro nawet wielmożnie panującego nam Lecha Kaczyńskiego tak zaangażowano w tą sprawę, to chyba nie po to, żeby teraz zrezygnować z usług wielkiej nadzieji białych...

- Co na to dziesiątki tysięcy ludzi, którzy od lat starają się o obywatelstwo polskie? A nic, niech czekają, chyba, że jakiś Ormianin czy Azer zechce wystartować w podnoszeniu ciężarów w Pekinie 2008, wtedy ma szanse na otrzymanie obywatelstwa inaczej niech modlą się o cud, Polska rzeczywistość...niestety...

- Do czasu wybuchnięcia całej afery z przyznawaniem obywatelstwa szanownemu Brazylijczykowi, bardziej znanym w Rogerem w Polsce zapewne był ten

- Nadal jestem przeciwny powoływaniu do kadry Rogera, który nie wniesie zapewne nic do niej poza zła atmosferą (zdania nie zmienie chyba, że nasi dojdą do półfinałów dzięki fantastycznej grze Rogera, co jest tak samo możliwe, jak fakt, że będę tak bogaty, by kupić sobie własny zespół, nic wielkiego, chociażby Wartę Poznań...)

 

A dziś mija rocznica przyznania nam Euro, najlepiej jak zawsze radzi sobie Poznań i Kraków, którego nie ma nawet na liście miast gospodarzy...Po raz kolejny polska rzeczywistość przebija to czego inni nie mogliby wymyślić przez lata, pewnie dlatego kabarety ostatnio tak słabo przędą, wystarczy włączyć jakiś kanał informacyjny, a rozrywke będziemy mieli już zapewnioną.

niedziela, 13 kwietnia 2008

I nie mam na myśli tutaj mojego powrotu do pisania najbardziej nieudolnego bloga wszechczasów, ale ostatnie wydarzenia w piłce, zarówno polskiej, jak i tej zagranicznej.

PitryZaczne od naszego podwórka, Lech Poznań, trener mieszany z błotem przez kibiców od prawie 2 lat ciągle próbuje sobie zjednać ich przychylność i chyba mu się to wreszcie uda. Jeżeli tylko Kolejorz utrzyma wyborną forme do końca sezonu (zaledwie 5 meczy) i awansuje do P. UEFA to nawet ja, ogromny sceptyk i cynik, zacznę wierzyć w metody (sic!) treningowe trenera Smudy. Szkoda Piotra Reissa, który co prawda podpisał nowy kontrakt na kolejny sezon, ale stopniowo jest odsuwany od składu, niestety po wynikach widać, że bez Reissa Lech też potrafi wygrywać i robi to nawet częściej niż z symbolem Lecha w składzie.

 

Zagraniczne rozgrywki to oczywiście P. UEFA i dramatyczny bój w Madrycie . Ogromny żal i smutek pozostaje we mnie do dziś, Getafe, zasługiwało na awans. Kibice i piłkarze Getafe mogą śmiało podziękować swemu bramkarzowi, który ułatwił uzyskanie remisu Bayernowi. Fortuna kołem się toczy, 9 lat temu Oliver Kahn i spółka stracili w 3 minuty najważniejsze trofeum w piłce klubowej, teraz uratowali swoje tyłki w 3 minuty. Choć to Getafe było lepsze w dwumeczu to piłkarski świat po raz kolejny udowodnił, że nie liczy się przewaga wizualna, tylko zdobyte bramki i szczęście, którego Bayernowi nie brakowało i to w obu meczach.

 

 

środa, 16 stycznia 2008

Do takiego wniosku doszedłem oglądając jeden z meczy na Polsacie Sport - nawet nie pamiętam jaki. Co prawda zdarzają się wyniki po 6-1, ale gdzie takie rzeczy się nie zdarzają ? Catenaccio jak było tak i jest domeną Włochów i nic nie zmieni mojego poglądu, że jest to najnudniejsza liga świata. Dodatkowo oglądając skróty z ostatnich meczów, zauważyłem coś ciekawego, a mianowicie ogromny brak oryginalności zespołów w przypadku wymyślania strojów (wyłączyłbym Palermo z tego grona, niestety mogli pójść nurtem nie-oryginalności a nie na siłę tworzyć coś takiego, ponoć z Matusiaka nadal się śmieją się, że biegał w różowym...). A oto dowód tego jak nudna, nawet w kwesti gustu, jest Serie A (zdjecie Udinese sprzed paru lat - dziś przeszli w zakręcone paski, Atalanta ma obecnie nowego sponsora, ale koszulka nie ulegla zmianie.)

Serie ASerie ASerie A

niedziela, 13 stycznia 2008

Klimek-Stoch-Małysz

Zacznę optymistycznie i wymienie jedynie pozytywy ostatnich kilkunastu dni, później przejdę do mniej przyjemnych rzeczy.

Klimek Murańka (swoją drogą dopiero po paru dniach podsłyszałem od jakiego imienia jest to zdrobnienie - takich rodziców powinno się kastrować by nie krzywdzili innych dzieci, a tych ludzi powinno się kastrować z zasady), wracając do tematu, tytuł informacji na wp "Murańka siódmy w Kranju" dość łatwo nasunął mi na myśl parafrazę tegoż tytułu "Murańka w siódmym raju", ot taka mała zabawa językowa. Po dość dziwnym konkursie nr 1, po którym nasze złote dziecko skoków zostało zdyskwalifikowane obawiałem się o formę, ale przede wszystkim o psychikę Klimka, na szczęście pokazał innym jak się skacze i zdobył pierwsze punkty w PK i najprawdopodniej wystartuje w Zakopanem, Robert Mateja już boi się kompromitacji.

Kamil Stoch jednie w ostatnim konkursie T4S nie zdobył punktów, ale był to wyjątkowo trudny konkurs i nie winię go za to, dziś natomiast pokazał, że mimo mojego sceptycyzmu i pewnej niechęci do niego, musze go pochwalić, wreszcie się nie spalił i wykorzystał wszystko co mu Bóg podwiał. Chyba zacznę w niego wierzyć, a nie obawiać się o każdy jego kolejny skok.

No i na koniec Adam Małysz...Cóż wpadki zdarzają się każdemu, Adamowi przytrafiła się ona niestety w najgorszym momencie, bo właśnie w Val di Fiemme miał udowodnić swoją wysoką formę. Nie chcę jednak niczego przesądzać, przecież Tom Hilde też nie podołał w Bischofschofen warunkom a dziś zajął 1. miejsce, oby Adam pokazał jutro tą klasę. Z drugiej strony patrząc, zawodnik w formie potrafi skoczyć w każdych warunkach dobrze, Ahonen skacze zawsze na pierwszą 6 konkursów PŚ, tak samo Morgi, a Małysz jak mu się uda. Po dzisiejszym konkursie może wystosuje errate do tej notki, oby, ale na razie naszego mistrza nie ma za co chwalić, niestety. Narty chwieją się w powietrzu jeszcze gorzej niż przed sezonem, czy dwoma, forma jest, ale tylko na treningach i w kwalifikacjach i odwieczne wymówki w stylu "złej baletnicy, rąbek spódnicy", trochę za dużo tutaj gry przed kamerami, a za mało roboty nad poprawą tego stanu rzeczy. Ten sezon chyba już można uznać za stracony, pare razy na podium Małysz zapewne się znajdzie, może nawet wygra, ale MŚ w lotach zapewne nie będzie, ani tym bardziej kolejnego PŚ do koleckji.

czwartek, 10 stycznia 2008

Lozano

Może teza jest zbyt drastycznie postawiona, ale po sukcesie jakim niewątpliwie było v-ce mistrzostwo świata w 2006 roku, oczekiwania wzrosły, ale mieliśmy (my - kibice) prawo do takiego podejścia. Przekonano nas, że zespół dojrzał, że Raul Lozano wreszcie wyplenił z polaków brak mobilizacji, że wreszcie nasi potrafią grać na równym poziomie od początku do końca meczu. Udało się to, ale tylko przez pare miesięcy. Początkiem końca były finały LŚ, tłumaczono to przemęczeniem zawodników, później nieudane turnieje towarzyskie, do których nikt nie przykładał większej wagi a powinniśmy przyglądać się baczniej poczynaniom naszej kadry, bo właśnie wedy kryzys się pogłebiał, a brak mobilizacji zakorzenił się w umysłach zawodników - niestety mądry polak po szkodzie.

Mistrzostwa Europy były po prostu klęską, znów próbowano zwalać winę na zmęczenie i brak Mariusza Wlazłego, szkoda, że Hiszpanie czy Rosjanie nie byli zmęczeni sezonami gry klubowej...O ME nie będe pisał wiele, bo każdy widział jak tragicznie to wyglądało, Belgowie i Finowie zmłócili 2 zespół ówczesnego rankingu FIVB, żal było na to wszystko patrzeć.

No i wreszcie Izmir...Powrót do korzeni, Polacy potrafili przegrywać mecze pare lat temu prowadząc 23-17 i 2-0 w setach, z Hiszpanami w meczu o awans do LŚ. Teraz sytuacja się powtórzyła tylko skutki są jeszcze gorsze, wtedy traciliśmy prawo do gry w finałach LŚ, teraz na Olimpiadzie. Jak słyszę tłumaczenie trenera, że Hiszpanie zagrali niehonorowo i że tak się nie postępuje to aż się we mnie gotuje. Trzeba było grać porządnie i sumiennie, a nie zwalać odpowiedzialność na innych, szczególnie, że Raul Lozano wydaje się być już świętą krową, która zawsze jest nieomylna, jak widać myli się za często i w dodatku nie wyciąga wniosków. Nie wygra się turnieju bez atakującego, a przestawianie odwiecznego przyjmującego (casus Gruszki) na pozycję atakującego nigdy nie przynosi dobrych rezultatów (patrz mecz z Holendrami - tiebreak). Polacy potrzebują ogromnego impulsu, ale ciemno to widzę, jeżeli widmo braku gry na Olimpiadzie ich nie zmobilizowało, to co innego może ? To pytanie pozostawie bez odpowiedzi, będe wierzył, jak każdy kibic, ale będzie to wiara naznaczona sromotnmi porażkami i póki nasi nie zdobędą 25 punktu w meczu, będe się obawiał o końcowy wynik.

środa, 26 grudnia 2007

Kolejny wałkowany w kółko temat, tak nudny, że już wręcz męczący, ale ja też chcę dorzucić coś od siebie. Przecież w naszym kraju, żyje ponad 20 mln. selekcjonerów, którzy zawsze wiedzą lepiej od trenerów.

Zazwyczaj zaczyna się od genialnego sezonu (lub połówki - sezonu) w naszej rodzimej lidze, a później, kompletnie nieprzygotowani zawodnicy wyjeżdżają za chlebem, najczęściej na zachód, choć kierunki teraz bywają już bardziej egzotyczne. Ja zajmę się tymi zawodnikami, którym się mimo wszsytko udało, by nie szerzyć więcej pesymizmu, pokaże, że Polakom też coś sie udaje (wymienie zawodników, których jeszcze byłem w stanie zapamiętać, a więc tych, którzy kończyli kariery (lub nadal grają) mniej więcej w połowie lat '90 lub później):

Jerzy Dudek (Feyenord Rotterdam, Liverpool) - zanim popadł w niełaskę u Beniteza, przez 10 lat grał, zawsze jako pierwszy bramkarz, czasem lepiej, czasem gorzej, ale nikt nie odbierze mu zwycięstwa w LM i tytułu najlepszego polskiego bramkarza przełomu tysiącleci.

Tomasz Wałdoch (VFL Bochum, Schalke 04 Gelsenkirchen) - w Polsce dawno zapomniany (po zakończeniu kariery reprezentacyjnej) w Niemczech jeszcze grał, później już tylko pogrywał, ale do dziś jest ikoną Schalke, nawet Tomasz Hajto przy nim grał dobrze.

Krzysztof Warzycha (Panathinaikos Ateny) - żyjąca legenda klubu z Aten, grał tam nieprzerwanie od 1989 roku, fantastyczny snajper, którego pokochali kibice, w kadrze się nie sprawdził, ale grecki klub pozwolił mu na życie w dostatku, chociażby przyznając premię za zdobycie bramki w LM pod taką postacią.

Andrzej Juskowiak (Sporting Lizbona,  Olympiakos Pireus, Borussia Monchengladbach, VFL Wolfsburg) - wyrobił sobie markę po udanej Olimpiadzie w Barcelonie ('92), później nie było wcale gorzej, nie grał w wielkich niemieckich klubach, mimo wszystko to właśnie za występy w bundeslidze cenię Juskowiaka, potrafił się odnaleźć w każdym klubie, Wichniarek musiał się zestarzeć by dobrnąć do pierwszego składu jakiegoś pierwszoligowego zespołu.

Mariusz Lewandowski (Shahktar Donieck) - od 2001 roku solidny defensywny pomocnik/obrońca w Shahktarze, genialny w destrukcji, ale ostatnio pokazuje, że i w ataku przydatny, od 6 lat ma miejsce w jednym z najsilniejszych zespołów byłego bloku radzieckiego, to o czymś świadczy, naprawdę.

Jacek Bąk (Olympique Lyon, RC Lens) - Jacek, zanim odszedł wygrzewać się do ciepłego wypiździejewa zwanego Katarem, był czołowym obrońcą ligi francuskiej, grał w Olympique Lyon, który zaczął wygrywać ligę dopiero po odejściu polaka, ale tu bym się nie doszukiwał analogii... Teraz wrócił do Europy i radzi sobie całkiem nieźle.

Michał Żewłakow (Excelsior Mouscron, Anderlecht Bruksela, Olympiakos Pireus) - klasa, sama dla siebie, selekcjonerzy się zmieniają a Michał Żewłakow zawse dostaje powołania, naprawdę wspaniały piłkarz, w dodaku bardzo uniwersalny.

Jan Urban (Osasuna Pampeluna) - 3 bramki wbite Realowi (i to jakie) mówią same za siebie, najlepsze lata jego gry przypadają właśnie na okres Pampeluński, w Polsce zapomniany (przynajmniej dla mojego pokolenia), teraz wraca do polskiej piłki w roli trenera, oby nie skończył jak Zbigniew Boniek.

Jacek Krzynówek (FC Nurnberg, Bayer Leverkusen, VFL Wolfsburg) - najlepszy polski lewy pomocnik ostatniego 20-lecia, bez wątpienia podpora reprezentacji, podobna sytuacja, jak w wypadku Żewłakowa, też zawsze brany pod uwagę przy ustalaniu kadry, w dodatku jest ostatnim polskim piłkarzem, który zdobył bramkę w LM , piękne, nieprawdaż? Zresztą Jacek ma talent do zdobywania niezwykłych bramek.

 

Zapewne kogoś pominąłem, ale to niezamierzenie, po prostu nie chce mi się dalej szukać, jak widać Polakowi zagranicą może się udać, potrzeba jednak do tego pewnych cech charakteru, których niektórym brakuje i dlatego nie umieją zaaklimatyzować się w nowym klubie lub po prostu wolą pobierać wypłatę i odstawić ambicje na drugi plan.

Nadzieja na przyszłość jest, na liście celowo nie umieściłem Artura Boruca, bo po 2 sezonach na zachodzie, nie można oceniać kariery, czekam również na Tomasza Kuszczaka i jego regularne występy w ManU. Ebi Smolarek ma zawsze dobry sezon po czym idzie w odstawke, tak było w Feyenordzie, tak było w Borussi, mam nadziej, że po następnym sezonie w Racingu Santander, będę mógł śmiało go zaliczyć do osób, które zrobiły karierą na zachodzie, jak na razie jest na dobrej drodze. Kuba Błaszczykowski i Łukasz Piszczek, młodzi Polscy piłkarze w Bundeslidze, traktują swoje zespoły chyba (Borussia Dortmund oraz Hertha Berlin) jako odskocznie do lepszych lig lub klubów, mam nadzieję, że im się uda. Dawidowi Janczykowi może się udać, ale niekoniecznie, początku w Rosji nie miał udanego, moim zdaniem powinien wybrać grę w Hiszpanii, ale to nie ja odchodziłem z klubu za ponad 4 mln Euro. Marcin Wasilewski dumnie zastępuje Michała Żewłakowa w Anderlechcie Bruksela, zobaczymy za pare sezonów, ale jak na razie zrobił więszke postepy od Pawła Golańskiego. Grzegorz Krychowiak już podpisał seniorski kontrakt w Bordeaux, kilku innych młodych polaków już występuje w zagranicznych klubach (Krzysztof Król, Jarosław Fojut, Tomasz Cywka, Bartosz Białkowski czy Ben Starosta), a raczej w ich juniorskich kadrach. Zapewne za pare lat powinni załapać się gdzieś do jakiegoś średniaka euopejskiego, kto wie, może w przyszłości będziemy podziwiać piękne dryblingi i bramki, któregoś z tych młodych wilków.

 

poniedziałek, 24 grudnia 2007

Malysz-Leo

Wszędzie aż się roi od róźnorakich podsumowań to i ja postanowiłem zrobić swoją własną listę, uprzedzam, że było mi bardzo trudno ustalić kolejność, ale co do wyboru wydarzeń nie miałem żadnych wątpliwości.

1. Miejsce ex-aequo - Adam Małysz z 4. Pucharem Świata oraz historyczny awans na EURO 2008

Może kogoś to zdziwi, ale dla mnie Adam Małysz jest największym i najlepszym polskim sportowcem wszechczasów, teraz bez formy, może nawet już nie wróci do tej swojej wybornej dyspozycji sprzed sezonu, ale i tak cenię go za to co osiągnął. 3-krotnie, jako pierwszy z rzędu zdobył Puchar Świata, a tegoroczny sukces byłt ylko przykładem na to jak wielką determinacją i umiejętnościami cechuje się nasz mistrz, ogólnopolska Małyszomania nie była w niczym przesadzona, wielki sportowiec, o którym można mówić tylko w samych superlatywach. Zdobył 4. Pucha, chociaż nikt się tego nie spodziewał, może i w tym sezonie ?

Awans na EURO w innych państwach europejskich nie jest niczym wyjątkowym, tylko Polacy mogli z czegoś takiego stworzyć święto narodowe a trenera ogłosić świętym. Jednakże jest coś w tym niesamowitego, że Polacy potrafią się cieszyć z tak małej, a zarazem dużej (dla nas) rzeczy. Wreszcie udało się wywalczyć upragniony awans i to na złość całej polskiej myśli szkoleniowej.

3. Miejsce - Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie

Pamiętam jak dziś, "okienko" w liceum, czytelnia i 30 chłopa przy jedenym monitorze ogląda relacje live, gdzy Platini wyciągnął kartkę wszyscy oszaleli, euforia minęła i zostały same problemy, w Warszawie oczywiście największe bo nie zdążyli jeszcze nakraść a już muszą budować. Poznań jak zawsze pomijany, radzi sobie sam i to najlepiej z wszystkich, później jest Kraków, którego nawet nie ma na liście miast gospodarzy Euro, o Wrocławiu i Gdańsku nie wspominając...Powodzenia w dalszej drodze i dużo szczęścia, bo przyda się nam ono i to bardzo.

4. Miejsce - Polacy wicemistrzami świata w Piłce ręcznej

Osiągnięcie o tyle ważne, że Polacy nigdy nie mieli tradycji w tym sporcie , v-ce mistorzstwo świata jest naprawdę wielkim wyczynem, szkoda tylko, że Polacy nie potrafili docenić tego osiągnięcia, chociażby tak jak to było po ubiegłorocznych MŚ w siatkówce, gdy po zdobyciu srebra wybuchła ogólnonarodowa euforia, cóż w Polsce to dość niszowy sport, dlatego też reakcja słabsza, ale nie moja, oglądając pojedynki Polaków z Duńczykami czy Islandczykam umierałem z nerwów, ale warto było.

5. Miejsce - Pierwsi "poszkodowani" w aferze korupcyjnej

Kiedyś to musiało nastąpić, aczkolwiek wielu kibiców obawiało się, że sprawy będą tak długo prowadzone, że zdążą się przedawnić. Najpierw degradacja dla Arki Gdynia (II. liga) i Górnika Łęczna (III.liga), później degradacja Zagłębia Sosnowiec (łatwiej byłoby nie przyznawać im licencji na I.lige) oraz pierwsi skazani działacze piłkarscy w całej aferze, widać, że coś wreszcie rusza, powoli, ale rusza.

6. Miejsce - Polscy siatkarze i siatkarki

Ogormny żal jest oczywiście wobec męskiej kadry, kobiety też zawiodły na ME, ale nie tak sromotnie jak przedstawiciele płci brzydkiej. Trener Bonita miał odmienić Polki, udało mu się, po 4 latach dzierżenia tytułu najlepszych siatkarek Europy, Polki poległy w najważniejszych meczach tracąc tym samym tytuł, tak samo było w Grand Prix czy Pucharze Świata. Mężczyźni jakby się wypalili i nawet ostatni ich występ w turnieju preeliminacyjnym na Węgrzech nei zmienił mojego sceptycznego podejścia do tej kadry, z kwalifikacjami na Olimpiadę będzie ciężko, w obu wypadkach.

Miejsce 7. - Agnieszka Radwańska w 30 rankingu WTA

Agnieszka musi grać dobrze, bo kariery medialnej pokroju Kurnikowej jej nie wróże. Nadal widać u niej braki w przygotowaniu fizycznym, przy dłuższych turniejach po prostu nie wytrzymuje natężenia, trochę tu wina spada na ojca, który przez swoją pazerność, wysyła córkę po całym świecie, aby "gdzieś" sobie pograła i zarobiła troche pieniędzy dla tatusia. Rada na przyszłość: Skupić się na wielkich turniejach, turniejach rangi WTA, olać ITF lub po prostu przypakować na siłowni .

Miejsce 8. - Zawieszenie PZPNu przez MS Tomasza L.

Początek roku przyniósł nam naprawdę wiele emocji piłkarskich, jako, że liga była wówczas w stanie hibernacji to cała uwaga skupiła się na zarządzie PZPNu, a szczególnie na prezesie Listkiewiczu, którego próbowano odwołać ze stanowiska już w styczniu a zostaje przynajmniej do końca 2008 roku, rodzi nam sie Fidel Castro polskiej piłki nożnej, nieodwoływalny. Troche tygodnii straszenia, obawy czy rozegramy mecze eliminacyjne do EURO 08, a później wszystko rozeszło się po kościach, chyba już nikt teraz nie pamięta o co dokładnie tam chodziło...

Miejsce 9. - Robert Kubica w Formule 1

Zero sukcesów jak na razie, ale wierze, że w przyszłości się uda. Co prawda polak jeździł już w zeszłym sezonie w barwach BMW, ale w tym jeździł od początku do końca, z różnymi efektami, ale zawsze jeździł. Pierwszy polak w Formule 1 jest o tyle ważnym wydarzeniem, że do elitarnych klubów/zgromadzeń/organizacji Polakom nigdy nie udawało się wchodzić. Kubicy się udało i chwała mu za to.

Miejsce 10. - Zagłębie Lubin mistrzem Polski

Na pewno nikt nie spodziewał się przed sezonem 2006/2007, że o mistrzostwo Polski walczyć będą GKS Bełchatów i Zagłębie Lubin, a na pare kolejek przed końcem, że GKS straci tytuł. Moim zdaniem to wydarzenie zasługuje na miano niespodzianki roku, obok polskich szczypiornistów, ale o tym pisałem wcześniej.

niedziela, 23 grudnia 2007

oprawa Lech

Tyle rzeczy się dzieje dookoła, a ja cały czas o tym samym, na szczęście to już ostatnia część mojego podsumowania, chyba wszyscy są zadowoleni, włącznie ze mną...

Miejsce 4. Groclin Grodzisk Wielkopolski - 32pkt.

Fatalny start sezonu sugerował poważny kryzys zespołu, później działo sie już tylko lepiej. Planowe porażki z Legią czy Wisłą, ale też planowe zwycięstwa nad słąbeuszami dały zespołowi dość poważne szanse na walke o czołowe miejsca w lidze. Adrian Sikora idzie śladem Anrzeja Niedzielana czy Grzegorza Rasiaka i usilnie promuje się walcząc o zagraniczny angaż, może się uda, życze by nie skończył tak jak jego poprzednicy. Zbigniew Drzymała po tylu latach inwestowania w Groclin chyba wreszcie zrozumiał, że w miejscowości, których wszystkich mieszkańców możnaby było zamknąć w jednym większym centrum handlowym, nie ma po prostu sensu, czytaj jest nierentowne. Dlatego straszy od czasu do czasu przenosinami do Szczecina, nie dziwie się. Sebastian Przyrowski obok Marcina Cabaja to największy fajtłapa polskiej ligi, jeszcze nie widziałem tak żałosnego bramkarza, w sumie to dziwne, bo przed dwoma sezonami naprawdę błyszczał później dostał powołanie od Pawła Janasa i się zaczęło ... i jeszcze trochę, aż żal patrzeć. Groclin mimo tak wspaniałego bramkarza ukończył rundę na 4 miejscu, aż strach pomyśleć jakie miejsce zajęliby z lepszym bramkarzem. Groclin to taka dawna Amica Wronki, zapewne po raz kolejny wygra Puchar Polski, ale w lidze zajmie przeciętne miejsce i tak powinno być w tym sezonie. Przewidywane miejsce na koniec sezonu: 4-5.

Miejsce 3. - Lech Poznań - 33 pkt.

Klub najbliższy memu sercu, więc będzie nieobiektywnie, ale czasem krytycznie. Zespół zdziesiątkowany kontuzjami, trener wiecznie krytykowany przez kibiców, kryzys Reissa, a mimo wszystko miejsce na podium. Kolejorz udowodnił jedno, u siebie gra jak w transie i jest w stanie pokonać każdego (taki polski Celtic) a na wyjazdach zawodnicy sprawiają wrażenie jakby grali na złość trenerowi. Gdyby nie fatalna postawa na wyjazdach Lech miałby szansę na majstra. Największym zaskoczeniem jest postawa Ivana Djurjevica, którego ściągnięto w sumie w ostatniej chwili do Polski, a jest najlepszym obrońcą Kolejorza i w dodatku dość uniwersalnym (lewa obrona, środek obrony, próbowano zrobić z niego lewego pomocnika, ale nie wyszło). Reszta obrony nie wymaga komentarza, a raczej jednego słowa, ŻAL. Fatum bramkarskie na Lechu ciąży od ładnych paru lat i nie zanosi się na jego koniec, gdy już jakiś porządny bramkarz trafi an Bułgarską zostaje wykluczony z powodu kontuzji lub gra tak i tak albo tak, a to wszystko w jednej połowie...Kotorowski potrafi uratować zespół, ale czasami go pogrążyć, a tak niepewny bramkarz nie powinien mieć stałego miejsca w pierwszej jedenastce. Pomoc jak zawsze najmocniejsza formacja Lecha, Jakub Wilk i Marcin Zając są w wybornej formie, w środku kadrowicz Rafał Murawski dzieli i rządzi, najsłabyszym ogniwem jest tu Henry Quinteros, który po prostu nie potrafi zmobilizować się na mecz z mocniejszymi rywalami, a szkoda bo początki w Lechu miał obiecujące. Hernan Rengifo na stałe zadomowił się w zespole i chyba szybko z niego nie odejdzie. Piotr Reiss miał kryzys na początku sezonu, ale powoli wraca do formy, dziwi mnie postawa zarządu, który olewa ikonę Lecha i nie chce przystąpić do rozmów o przedłużenie kontraktu, zwykłe chamstwo i brak poszanowania żyjącej legendy. Franciszek Smuda na każdym kroku udowadnia, że jest anachroniczym trenerem z ogromnym szczęściem, może 60% procent nie było wynikiem jego obciążeń treningowych, ale pozostałe 40% (Bosacki, Quinteros, czy Reiss) na pewno są z jego winy (choć do jego pustej mózgownicy i tak to nie trafia...), z innym trenerem ten zespół osiągnąłby jeszcze więcej, ale nie zanosi się na zmiane na ławce trenerskiej, szczególnie po tym jaką pozycję zajmuje Kolejorz po rundzie jesiennej. Myślę, że po powrocie do składu paru zawodników i (mam taką nadzieję) wzmocnieniach w zimowym okienku transferowym, zespół powinien walczyć o puchar UEFA, Liga Mistrzów już zajęta. Przewidywane miejsce na koniec sezonu: 2-3.

Miejsce 2. Legia Warszawa - 37 pkt.

Przyjście trenera Urbana miało zwiastować powiew zachodu na polskich boiskach i nową świerzość w Legii, tak rzeczywiście było. Legia szła jak burza, pokonując wszystkich po kolei, aż nastał kryzys, porażki z Lechem, Wisła, Koroną i Odra Wodzisław spowodowały, że Wisła Kraków zaczęła odjeżdżać, a Legia sprawiała wrażenie jakby złapała zadyszkę, ale ostatnie kolejki pokazały, że zespół powoli się odradza, ale runda za szybko się skończyła i Legia nie zdążyła dogonić Wisły, ba nawet odrobić jednego ze straconych wcześniej punktów. Obok postawy piłkarzy na boisku, uwaga skupia się głównie na kibicach Legii, szczególnie tych nazywających się "prawdziwymi kibolami" z tzw. "żylety". Sprawy nie znam dość dobrze, ale wszystko co jest wymierzone w "prawdziwych kiboli" po pokazie z Wilna, popieram. Trener Urban, albo ma nadprzyrodzone zdolności, albo zespół naprawdę zrozumiał jego pojęcie nowoczesnej piłki po Legia gra efektownie , a co najważniejsze efektywnie. Osobno chciałbym się zająć sprawą, Takesury Chinyamy, którego nie chciano w Groclinie po wykryciu u niego wady serca, Legia zainwestowała w tykającą bombę zegarową, która niewiadomo kiedy i gdzie może wybuchnąć, nie wiem czy warto dla paru bramek ryzykować ludzkie życie. Legia przeżywa renesans, ale na Wisłę to nie wystarczy, zapowiada się powrót do początku lat 90. i walkę o puchar (tym razem UEFA) pomiędzy Lechem a Legią, na pewno będzie ciekawie. Przewidywane miejsce na koniec sezonu: 2-3.

Miejsce 1. Wisła Kraków - 47 pkt.

Drużyna Macieja Skorży ma szanse powtórzyć rezultaty pamiętnej Wisły Kasperczaka, wyborna forma powracającego z wygnania Kamila Kosowskiego, jeszcze lepsza postawa przeżywającego już chyba 3 młodość Marka Zieńczuka, którego mimo wszystko Leo Beenhakker nie widzi w kadrze, a szkoda. Powrót Niedzielana do pierwszego składu Wisły po kontuzji, wcale nie jest przesądzony, zgodnie z powiedzeniem "zwycięskiego składu się nie zmienia". Bilans krakowskiego zespołu jest imponujący 2 remisy i 15 zwycięstw, kibice Białej Gwiazdy mają prawo być dumnymi ze swego zespołu. Brak jakichkolwiek słabych punktów, jest paradoksalnie najmocniejszym punktem zespołu. Druzyna będąca klasą samą dla siebie, przy niej reszta ligowych zespołów wypada blado, a nawet trupio-blado, przy takiej formie zespołu, całkiem możliwe, że za rok będziemy mieć polską drużynę w fazie grupowej LM od ponad 10 lat. Nie będę się zbytnio rozpisywał, zamiast tego polecam przeczytać ten blogowy wpis (notabene mojego kolegi), który oddaje w stu procentach to co myśle o zespole Wisły. Przewidywane miejsce na koniec sezonu: 1.

 
1 , 2